Marek Meissner, ISBiznes.pl: Rosja – dezinformacja i słabnący miecz cara/ odcinek 1 z 2

„Nowi ludzie wchodzą w pion antykorupcyjny, bo chodzi o to, żeby maluczkich w biznesie odpowiednio batem przytrzymać. Tylko czy to się obecnie rządzącym w Rosji uda, czy może jakaś inna siła wykorzysta to niezadowolenie, żeby coś zmienić? Pamiętajmy kto trzyma miecz, ale ten miecz w zależności od sytuacji politycznej może równie dobrze spaść na głowę cara, jak i do jego nóg” – mówi analityk wywiadu wojskowego ppłk. Maciej Korowaj.

Marek Meissner ISBiznes.pl (MM): Czy obecna operacja dezinformacji i wspomagania środowisk sprzyjających Rosji w Polsce związana jest bardziej z obecną sytuacją geopolityczną, bo mamy wojnę na Ukrainie wybory midterms w Ameryce, próbę wywołania kryzysu dzielącego Unię Europejską i NATO, czy może raczej to jest taki element długofalowej operacji odwracania znaczeń, powrotu do pewnych ustawień społecznych z czasów PRL, czyli Rosja jako gwarant bezpieczeństwa Polski przed agresywnym Zachodem reprezentowanym przez Niemcy?

Maciej Korowaj, analityk wywiadu wojskowego (MK): Wszystko są to są pewnego rodzaju metody, które są chwytliwe zarówno społecznie, jak i politycznie, czyli rzucasz zapałkę, a zajmuje się cała połać lasu. To musi być bardzo dobrze sterowane i z bardzo dobrym contentem, który musi wskakiwać zarówno w kwestie polityczne, jak i społeczne, a Rosjanie bardzo dobrą kulturę wywiadowczą, która zbiera informacje. Niekoniecznie są to agenci, którzy wiedzą dla kogo pracują. Mogą to być też tacy agenci, którzy po prostu w dobrzej wierze analizują sytuację w Polsce i produkują analizy, które są wykorzystywane przez rosyjskie ośrodki analityczne. Ja kiedyś zrobiłem pewne badanie dotyczące tego, ile osób tylko i wyłącznie w oficjalnych strukturach naukowych, uczelnianych, zajmuje się tak naprawdę sprawami Polski od kwestii, nie wiem, społecznych do kwestii gospodarczych, militarnych, politycznych, historycznych, kulturowych, no dosłownie wszystkich. I naliczyłem ponad 1500 etatów. A mówię tylko o zasobach uczelnianych. I tutaj niektórzy mnie atakują, że przecież uczelnie rosyjskie nie są powiązane z służbami specjalnymi. Nieprawda, zawsze są. Tam, tak jak u nas, są projekty, które realizują uczelnie i są finansowane jako naukowe, są też projekty, a nawet etaty finansowane przez poszczególne służby wywiadowcze.

MM: Czyli twierdzisz, że w tym momencie, jeżeli chodzi o sąsiadów Rosji, no wyjąwszy oczywiście Ukrainę, Polska jest najbardziej obsadzona, jest największe zainteresowanie tym, co się u nas dzieje i analizowanie tego, co się dzieje. Powiedzmy, jesteśmy w czołówce stawki, tak?

MK: Nie robiłem badania na innych kierunkach, natomiast zdaję sobie sprawę biorąc pod uwagę ilość tych akademików, docentów, to tak. I niektórzy przebijają się do naukowego mainstreamu tam, przez co możemy z tych prac czerpać. Oczywiście są bardzo w tych badaniach skoordynowani, mają też własne podgrupy, które się wymieniają niekoniecznie tymi informacjami znanymi publicznie. Natomiast są to osoby, które czerpią korzyści z tego, że nas badają, że przekazują tę wiedzę. Ich periodyki nie ukazują się w Polsce, ale do nich też jest jakiś dostęp, jeśli się wie, jak to przeprowadzić. To nie są analizy, które Polacy czytają, tylko to są analizy, które czyta się w Rosji i wykorzystuje. Czyli mamy cały background naukowy sponsorowany, pracujący od, powiedzmy od szczebla studenta poprzez profesora na rzecz poznawania naszego środowiska.

Do tego mamy cały kompleks analityczny służb, który czerpiąc z bazy naukowej ma dodatkowo bazę informacyjną z działań wywiadowczych. W efekcie może budować odpowiedni przekaz poprzez narzędzia i celowane działania informacyjne. Dlatego to jest takie skuteczne i bardzo wydajne, niewielki koszt, a bardzo duży efekt. I to Rosja robi.

MM: Ale nie zmieni się nastawienia do Rosji, dopóki się nie zmieni nastawienia do Zachodu.

MK: To też się buduje pewnego rodzaju kotwicę, bo wyobraź sobie sytuację, kiedy my zostaniemy zaatakowani, a Zachód nie zareaguje. Wtedy ten resentyment będzie miał odpowiednio podkład do tego, żeby wybuchnąć. I jest tutaj cały czas jest gra na, tego typu propagandę: „uważajcie, bo jak będzie jakiś konflikt, to Zachód się od raz odwróci plecami”. Z drugiej strony na Zachodzie budowany jest przekaz: „a po co za tę Polskę ginąć albo Litwę, Estonię i Łotwę”, który robią siły rosyjskie. Także mamy to, co mówiłeś, dwustronną operację. Dokładnie, więc to jest kotwiczenie pewnej drabinki eskalacyjnej, bo kiedy nastąpi inicjacja eskalacji, to my już będziemy na tym strachu, resentymentach, czy na tych rzeczach, które się teraz buduje teraz w przestrzeni informacyjnej. Rosjanie cały czas próbują budować odpowiedni przekaz, powoli zwiększać presję na polityków, na społeczeństwo i w ten sposób realizować politykę Federacji Rosyjskiej. Dlatego to jest takie bardzo ważne, bo nic dzieje się z dnia na dzień.

To są pewne rzeczy, które działają powolutku, metodą kropelkową przenikają po to, żeby później, w odpowiednim momencie, ta benzyna, która kapała nagle wybuchła. I w tym kontekście trzeba pamiętać, że demokracje mają ograniczone możliwości obrony. 

Dzieje się tak, bo każdy polityk chce być klikalny, chce mieć nośną informację, którą wszyscy się zainteresują, a Rosjanie wykorzystując otwartość społeczeństwa i otwartość przekazu demokratycznego. Mogą podbijać lub zbijać odpowiednie przekazy, które są im przychylne lub nieprzychylne. I na to nie ma jednoznacznych uwarunkowań prawnych i zdolności operacyjnych, żeby się przeciwstawić. Nasze państwo tego nie ma. Ale to nie jest nasza specyficzna słabość, większość państw tego nie ma i są podatne, szczególnie z powodu otwartości w pluralizmie demokratycznym. No i mamy do wyboru albo się zamknąć i robić cenzurę, albo po prostu umiejętnie tym zarządzać.

A jak tym zarządzać? Najlepszym, ale nieidealnym rozwiązaniem jest to, co robią Skandynawowie, szczególnie Finowie, którzy edukują społeczeństwo, że takie coś istnieje i jesteśmy na to podatni. Dotyczy to również mnie i ciebie. Staramy się być odporni, ale czasami jestem trafiony i powielam dezinformacje, bo trafią akurat w taki obszar, w który gdzieś się coś po prostu zaburzy. Tu nie ma osób odpornych. Pozostaje tylko kwestia metody i narzędzia oraz długości oddziaływania i stanie się to, co ma się stać. W takiej przestrzeni informacyjnej żyjemy i trzeba nauczyć się w niej pływać.