– Kończący się trzeci tydzień grudnia przyniósł nowe rekordy na warszawskiej giełdzie. Indeks WIG, czyli indeks szerokiego rynku, znalazł się najwyżej w historii, rekordy były też udziałem indeksu WIG 20. W tym przypadku indeks znalazł się najwyżej od 2008 roku. Natomiast ten sam indeks, ale uwzględniający dochody z dywidend wypłaconych przez największe spółki, podobnie jak szeroki WIG był na rekordowo wysokich poziomach. Niestety w tej beczce giełdowego miodu znalazła się też łyżka dziegciu, mianowicie wzrosty przede wszystkim były udziałem właśnie dużych i najbardziej płynnych spółek – powiedział Marcin Kiepas, analityk Tickmill, w rozmowie z ISBnews TV.
Według niego, jeżeli chodzi o indeksy sWIG80 i mWIG40, to tutaj od kilku miesięcy widać konsolidację notowań, obserwujemy stabilizację po wcześniejszych dużych wzrostach. Zachowanie tego segmentu spółek może sugerować, że inwestorzy czekają na pojawienie się nowych istotnych, silnych impulsów.
– Być może czekają już na początek 2026 roku. Jeżeli chodzi o rynek walutowy, to tutaj już wątpliwości nie było. Ostatni tydzień przyniósł nam dalsze umocnienia polskiej waluty. W efekcie kurs pary euro PLN próbował spaść poniżej ważnej granicy 4,20 zł. Granicy ważnej, bowiem przełamanie jej otwierałoby drogę nawet do 4,13 – 4,15, czyli do poziomów, które obserwowaliśmy wiosną bieżącego roku. Złoty też umacniał się do dolara, chociaż raczej należy powiedzieć, że to dolar osłabiał się do polskiego złotego – dodał.
Jego zdaniem, w tym tygodniu obserwowaliśmy w przypadku tej pary, widoczny jest spadek poniżej granicy 3,60 zł i co więcej, wiele przemawia za tym, że ten spadek może jeszcze się pogłębić w końcówce roku i na początku roku 2026. Niestety to był słabszy tydzień w polskiej gospodarce.
– Opublikowane przez GUS, dane były rozczarowujące. Przede wszystkim rozczarowały dane o produkcji przemysłowej i produkcji budowlano-montażowej. Tutaj po dobrym wrześniu i październiku, w listopadzie wyraźnie nastąpiło hamowanie. Z innych raportów mamy cały czas deflację na poziomie cen producentów. Mamy też wzrost rocznej dynamiki wynagrodzeń. Czyli dostaliśmy taki miks danych, które tak naprawdę nie dają odpowiedzi, jak wygląda aktualna sytuacja polskiej polskiej gospodarki – zauważył
– Natomiast z punktu widzenia rynków dane już nie będą miały większego znaczenia. Na rynkach finansowych w zasadzie już mamy święta. Będzie się działo coraz mniej i dopiero aktywny handel wróci po nowym roku – podsumował Kiepas.


































