Kondycja firm pod znakiem zapytania. Dlaczego?

Trudno obecnie jednoznacznie ocenić kondycję polskich firm po pandemii. Zwykle analizujemy dane mikroekonomiczne i widzimy przeciętny wzrost gospodarczy w kraju. Po tych danych wnioskujemy, że jednej branży idzie lepiej, innej gorzej. Ale w ostatnim czasie wszystkie dane są mało reprezentatywne – ocenił Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG) w rozmowie z ISBnes.TV.

Jako przykład podał ostatnie dane dotyczące PKB.

– Wzrost był blisko 12%, ale rok temu był minus 8%. Dlatego tak trudno wyczuć w jak jest obecnie. Jeżeli np. porównalibyśmy to, co działo się w 2019 roku, to w I kwartale tego roku wzrost był w stosunku do 2019 r. o 1,1%, a w II kwartale – o 1,7%. Tutaj widać też zróżnicowanie w branżach. Na przykład przemysł jest 10% powyżej tego, co wypracował w 2019 r. Restauracje i hotele wypracowały zaledwie 25% tego, co w roku 2019, czyli w tej branży jest zastój – wyjaśnił.

Polecamy: Łuniewska, ING Bank Śląski: po pandemii firmy zmieniły strategie biznesowe

Jego zdaniem, podobnie jest z planowaniem inwestycji i źródła ich finansowania. Dotychczas – tak wynikało z badań KIG – podstawowym źródłem finansowania dla wielu firm były zasoby własne właściciela.

– Często to właściciel się zadłużał, ale jako osoba prywatna, a nie jako firma. Były dwa powody takiego działania. Po pierwsze, przedsiębiorcy nie lubili być zależni od świata finansowego. Po drugie, świat finansowy nie do końca chętnie patrzył na to kredytowanie długoterminowe, które jest związane z procesem inwestycyjnym. Zupełnie inaczej było np. z kredytem obrotowym, który był powszechnie dostępny – wskazał Soroczyński.

Jednak – jak zaznaczył – w ostatnich latach to się ewidentnie zmienia, w szczególności nastawienie przedsiębiorców i świata finansowego. – Jesteśmy ewidentnie bliżej wypracowania porozumienia. Ale też pojawiają się nowe formy wspierania inwestycji, leasing, czasami wynajem długoterminowy. A wszystko dlatego, że zmieniły się potrzeby inwestowania – dodał.

Soroczyński zwrócił też uwagę na fundusze unijne, o których przedsiębiorcy myślą dwutorowo. – W przypadku małych firm, szczególnie istotny jest rynek lokalny, na którym to samorządy zamawiają najwięcej. I w sposób naturalny tam płynie duży strumień środków, które mogą wykorzystać. Z drugiej strony, pamiętajmy też, że trzeba mieć pewne wyczucie skali. Dla poszczególnych przedsiębiorstw, dla poszczególnych zadań, to są przeogromne środki te fundusze unijne – powiedział ekonomista.

– Jeżeli porównamy środki unijne z całością naszej gospodarki, to też nie jest taka niepohamowana lawina, tj. jakiś ułamek, jakiś procent tego, co w ogóle robimy w gospodarce. I w sposób naturalny – z punktu widzenia poszczególnych przedsiębiorstw – to może być bardzo ważne. Ale też nie jest tak, że to są środki, które albo uruchomią, albo zupełnie zatrzymają naszą gospodarkę. Będziemy nadal pracować, tylko albo będzie nam łatwiej i zrobimy więcej, lub trudniej i zrobimy mniej – podsumował Soroczyński.

Polecamy nasze podcasty