Statek pasażerski MV Hondius wypłynął z Ushuai w południowej Argentynie w marcu, w rejs reklamowany jako wyprawa przyrodnicza na Antarktydę, z cenami miejsc postojowych wahającymi się od 14 tys. do 22 tys. euro. Miał być to „rejs życia” prawie półroczny, niektórzy zamożni influencerzy i pracujący zdalnie fundują sobie takie odpoczynki.
Coś się zdarzyło 11 kwietnia. Zachorował i szybko zmarł pasażer, Holender gdy statek płynął w kierunku Tristan da Cunha. Jego ciało pozostawało na pokładzie do 24 kwietnia, kiedy to „zostało wyładowane na Wyspie Świętej Heleny, a jego żona towarzyszyła repatriacji” – poinformował w oświadczeniu operator statku, Oceanwide Expeditions.
Trzy dni później żona mężczyzny również zachorowała i zmarła, a inny pasażer, Brytyjczyk, „poważnie zachorował i został ewakuowany do RPA” – poinformowała firma.
Co ciekawe pierwsza ofiara podejrzanego wybuchu zachorowań nie żyła już od 21 dni, gdy inny pasażer, Jake Rosmarin, opublikował film o krowach, które widział na odległej wyspie wulkanicznej na Atlantyku, nie okazując, że wiedział, iż jego statek wycieczkowy ma zostać poddany kwarantannie.
Tego samego wieczoru Rosmarin już napisał, że nie chce mówić więcej „z szacunku dla osób zaangażowanych”.
Następnego dnia statek przycumował mieliźnie u wybrzeży Wysp Zielonego Przylądka i odmówiono pozwolenia na wyjście na ląd pasażerów i załogi.
Wtedy już nie można było ukryć co się dzieje, na pokład weszły służby sanitarne badając podejrzenia zakażenia hantawirusem na pokładzie statku w porcie Praia na Republice Zielonego Przylądka.
Zachęcamy do obejrzenia całego materiału.


































