Giełda i złoty odrabiały straty, ale to cisza przed kolejną burzą

Od początku piątkowej sesji (20 marca br.), warszawski parkiet, podobnie jak polska waluta, odrabiały straty. Analitycy oceniają, że to efekt dziań podejmowanych przez poszczególne kraje i ich banki centralne w walce z koronawirusem. Uspokojenie na rynku nie jest trwałe. Wyciszenie oznacza, że inwestorzy zajęli się analizą sytuacji i wyszukiwaniem potencjalnych okazji do zarobku.

Na zakończenie sesji WIG20 wzrósł o 1,29% wobec czwartkowego zamknięcia i osiągnął poziom 1 488,42 pkt. WIG30 zyskał 0,3% i osiągnął poziom 1 717,18 pkt. Z kolei indeks WIG spadł wobec poprzedniego zamknięcia o 0,01% i osiągnął 41 039,36 pkt. Obroty na rynku akcji wyniosły 2 061,02 mln zł, a największe zanotował CD Projekt – 252,87 mln zł. Na GPW wzrosły ceny akcji 186 spółek, 154 spadły, a 107 nie zmieniły się

Od rana wszystkie indeksy świeciły na zielono. Po godz. 11.00 WIG20 utrzymywał się na fali wzrostowej (4,63%; 1538,50 pkt.). Podobnie indeks szerokiego rynku WIG ( 4,67%, 42959,52 pkt.). Liderami sesji z indeksu WIG20 były: CCC (wzrost o 19,12%), KGHM (wzrost o 7,44%), Lotos(7,64%), PGE (7,18%), PKO BP (6,94%).

Indeksy okiem analityka

W kontekście krajowego rynku akcji Biuro Maklerskie BNP Paribas zwraca uwagę na dzisiejszy termin wygasania marcowej serii kontraktów terminowych. W trakcie ostatnich dni krajowe indeksy, zwłaszcza WIG20 były silniejsze od rynków bazowych, przy spadającym LOP na kontraktach, co może sugerować zamykanie krótkich pozycji i korektę relatywnej siły w następnych dniach.

– Obserwowane dziś rano mocne odbicie indeksów może stwarzać wrażenie powrotu optymizmu, ale osobiście zachowałbym czujność. Przed weekendową przerwą inwestorzy mogą przejawiać tendencję do redukcji ryzyka, co w obliczu ostatnich spadków sugeruje wychodzenie z krótkich pozycji – uważa Konrad Białas z Domu Maklerskiego TMS Brokers.

Jego zdaniem, polowanie na okazje wśród przecenionych aktywów może dodatkowo podsycać wzrosty, ale ta grupa inwestorów równie łatwo będzie porzucać papiery przy pojawieniu się najmniejszego powodu do obaw.

Z kolei Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ ocenił, że inwestorzy ponad pesymistyczne statystyki związane z COVID-19 zaczynają przedkładać działania podejmowane przez decydentów, czyli banki centralne i rządy. A ich skala w ostatnich dniach była gigantyczna, chociaż efekt przyniosły dopiero uruchomione wczoraj przez FED potężne linie swapowe z pozostałym bankami centralnymi zapewniające finansowanie w dolarze.

– Efekt? Dzisiaj dolar wyraźnie koryguje się na szerokim rynku. Ale w górę idą też giełdy, odbija ropa po słowach Trumpa będących pewną formą werbalnej interwencji – sentyment uległ poprawie, ale nie zapominajmy, że dzisiaj mamy piątek, co tradycyjnie już zniechęca do podejmowania większego ryzyka (dotychczas weekendy przynosiły niemiłe niespodzianki) – podkreślił Rogalski.

Zdaniem Marka Rogalskiego, warto obserwować dzisiejsze zachowanie się rynku, gdyż zobaczymy, na ile obawy związane ze zbliżającym się weekendem, ustąpią oczekiwaniom na kolejne działania decydentów. Według doniesień już na początku przyszłego tygodnia amerykański Kongres może przyjąć ogromny pakiet fiskalny (wart ponad 1 bln USD), co może okazać się czynnikiem wspierającym globalne nastroje. Nie zapominajmy też, że po ostatnich działaniach bankierów centralnych, na rynkach finansowych pojawiły się ogromne ilości taniego pieniądza…

Natomiast Konrad Białas uważa, że jakkolwiek w Europie działania w zakresie ochrony miejsc pracy i wynagrodzeń są bardziej proaktywne, tak nieuniknione jest obniżenie konsumpcji prywatnej, nie mówiąc o zamrożeniu inwestycji.

– Nie wiadomo, jak długo potrwa lockdown i jak hojne będą rządy w ratowaniu firm zagrożonych upadłością. W USA doradca ekonomiczny Białego Domu zasugerował przejmowanie udziałów w spółkach, choć nie wiadomo jak będzie się to odnosić do aktualnych akcjonariuszy. Z tego może zrodzić się kolejny chaos na Wall Street (a za nim na innych giełdach) – dodał.

Złotówka odrabia straty

Około południa euro kosztowało 4,52 zł. Za dolara trzeba zapłacić 4,21 a frank szwajcarski 4,29 zł.

– Złoty pozostaje pod presją na osłabienie w oczekiwaniu na jakiekolwiek sygnały z otoczenia zewnętrznego zapowiadające poprawę sytuacji. Podwyższona zmienność sprawia, iż przedział wahań pod koniec tygodnia jest wyjątkowo szeroki 4,49-4,61/EUR, 4,08-4,30/USD oraz 4,28-4,37/CHF. Otwarcie na poziomie 4,55/EUR wygląda względnie optymistycznie, a w razie spadków dolara na szerokim rynku nie można wykluczyć próby powrotu kurs w stronę 4,50/EUR. Obligacje próbują stabilizować się w oczekiwaniu na dalsze działania NBP w ramach operacji otwartego rynku – ocenia Biuro Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao SA.

Konrad Białas uważa, że rynek walutowy może wkrótce stać się następnym obszarem (po stabilizacji rynku długu i wsparciu pożyczkowym banków i firm), który będzie wymagał interwencji banków centralnych, by pohamować umocnieni USD.

– To z pewnością jeszcze nie koniec burzliwych czasów dla rynków finansowych. Na rynku mamy osśmiodniowy rajd dolara, ale sygnały z rynku pieniężnego sugerują, że zaburzenia w postaci masowego poszukiwania płynności w USD nie zniknęły. Otwarcie nowych linii swapowych w USD przez Fed z innymi bankami centralnymi (które mogą teraz pożyczać dolary lokalnym instytucjom) pomaga, ale jeszcze nie powstrzymuje pędu ku bezpiecznej walucie rezerwowej świata – dodaje.

(Katarzyna Walterska/ISBnews.TV)